SYLVECO – naturalna pasta do zębów

SYLVECO – naturalna pasta do zębów

Bardzo byłam ciekawa tej naturalnej pasty do zębów, bo opinie ma bardzo różne. Szczególnie po zużyciu pasty z czarnuszką Eco Cosmetics. Która była idealna.

Pasta Sylveco niestety tej powyższej nie dorównała. Po pierwsze smak: faktycznie jest dziwny, inaczej się tego określić nie da. Nie ma tragedii i da się jak najbardziej używać, ale ta pasta niestety nie odświeża oddechu. Nie robi też nic na minus w tym względzie, ale jednak fajnie jest, gdy czuć choć trochę odświeżenia.

sylveco pasta do zębów

Pasta ma kolor brązowy, nie ma wybielaczy w postaci choćby tlenku tytanu dodawanego do past do zębów nagminnie przez innych producentów. I to jest super, przy tej paście nie musiałam się obawiać, że niechcący połknę jakieś niechciane składniki. Fakt, że tlenek tytanu jest też dodawany to tabletek i sama go czasem łykam, ale im mniej tym lepiej.

Dla niektórych osób problemem w składzie może być sporo gliceryny, która teoretycznie może w większych ilościach wysuszać, ale nic takiego nie zauważyłam, tym bardziej, że to jama ustna, która jest przecież wciąż naturalnie nawilżona.

Reszta składu jest super – pasta Sylveco ma wyciągi ziołowe wspaniale dziłające na zęby i dziąsła i choćby z tego względu warto jednak jej używać.

Zamknięta jest w ładnej estetycznej tubie i jest jej dużo, bo aż 100 ml. To jest duży plus przy tej cenie.

Do konsystecji pasty do zębów Sylveco trudno się przyczepić, a jednak… coś powoduje, że ciężko się ją nakłada na szczoteczkę, ale może się czepiam 🙂

Na plus: polski producent.

Od producenta: Hypoalergiczna, naturalna pasta, przeznaczona do codziennego mycia zębów u dorosłych i dzieci. Nie zawiera fluoru ani jego pochodnych. Jest bogata w ekstrakty ziołowe (szałwia, mięta, rozmaryn, goździki), ksylitol, który zapobiega próchnicy i łagodzącą alantoinę. Dokładnie i bezpiecznie oczyszcza dzięki niskocząsteczkowym składnikom ścierającym, a olejki eteryczne z mięty pieprzowej i eukaliptusa mocno odświeżają oddech.

Skład INCI: Aqua, Glycerin, Alumina Silicate, Sorbitol, Xylitol, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Benzoate, Mentha Piperita Leaf Extract, Salvia Officinalis Leaf Extract, Rosmarinus Officinalis Leaf Extract, Eugenia Caryophyllus Flower Extract, Mentha Piperita Oil, Hydroxyethylocellulose, Allantoin, Sodium Bicarbonate, Eucalyptus Globulus Leaf Oil.

Cena: 16 zł.

Pojemność: 100 ml

Czy kupię ponownie? Nie wiem, może kiedyś jeszcze ją kupię ze względu na wyciągi ziołowe w składzie.

Moja ocena: 4.

flowerflowerflowerflower

z natury: lipa – nalewka / lipówka (dwie wersje)

z natury: lipa – nalewka / lipówka (dwie wersje)

Prawdziwa nalewka lipowa powinna być robiona na miodzie. Ale w takim pzypadku trzeba zacząć ją robić już koło kwietnia. Ja ten czas przegapiłam, bo nastawiłam się w tym roku głównie na susz na herbatę, ale lipy tak pięknie w tym roku zakwitły, że ze spokojem wystarczyło mi jej też na nalewkę. Dlatego tym razem zrobiłam drugą wersję nalewki – taką dla tych, co przegapili czas, albo dla tych, co są zbyt leniwi na pierwszą wersję albo dla tych, którym pierwotny miodowy nastaw gdzieś przepadł / zniknął w niejasnych okolicznościach 😉

A więc na początek wersja pierwsza lipówki – ta właściwa 🙂

Co będzie potrzebne?

  • 2 szklanki kwiatów lipy – dajemy tylko i wyłącznie same kwiatki, bez przylistków
  • 0,5 l spirytusu
  • 0,5 l wody
  • 0,5 litra miodu
  • pół cytryny

lipa nalewka lipowka

Jak zrobić nalewkę lipową?

W kwietniu przygotowujemy zalewę miodową: w ciepłej wodzie (maksymalna temperatura to 40 stopni) rozpuszczamy miód i łączymy ze spirytusem. Zakręcamy i odstawiamy. Gdy na dnie pojawi się odad, można go odfiltrować przez bibułkę lub filtr do kawy.

Lipy kwitną w bardzo różnych okresach, w zależności od gatunku i rejonu kraju. No i od roku, w tym wszystko kwitnie wyjątkowo wcześnie. Więc trzeba filować i nazrywać kwiatków, gdy już są w miarę rozkwitnięte ale nie przekwitnięte. Kwiatki zbieramy oczywicie na końcu świata w słoneczny dzień i odkładamy na papier, aby robaczki sobie poszły albo poleciały w świat.

Kwiatki wrzucamy do zalewy miodowej. Tu można też dodać startą skórkę z wyszorowanej i wyparzonej cytryny. Jesli nie mamy cytryn ekologicznych, to można dodać sok z połówki cytryny. Słoik zakręcamy i odstawiamy na dwa tygodnie w ciemne i raczej chłodne miejsce.

Po dwóch tygodnich całość przecedzamy przez gazę i wyciskamy ile się da. Zlewamy do wyparzonych wcześniej butelek i zostawiamy zakręcone w ciemnym miejscu na co najmniej pięć miesięcy.

nalewka lipowa lipowka

A teraz wersja numer dwa, już bardziej standardowa i mniej pracochłonna. Tu mamy czysty smak kwiatów lipy, niezakłócony miodem – fajna wersja na pierwszy raz, żeby spróbować.

Co będzie potrzebne?

  • dwie garści kwiatów lipy – dajemy tylko i wyłącznie same kwiatki, bez przylistków
  • 0,5 l alkoholu – najlepiej około 60% czyli albo mieszamy sobie spirytus z wodą w proporcji 300 ml spirytusu i 200 ml wody lub 250 ml spirytusu i 250 ml wódki
  • 200 g cukru – można użyć miodu, najlepiej lipowego
  • 200 ml wody
  • laska wanilii – opcjonalnie

nalewka lipowa lipowka

Jak zrobić nalewkę lipową nr. 2?

Kwiatki zostawiamy na papierze, aby robaczki sobie poszły albo odleciały.

Jeśli są zakurzone, bo rosły przy polnej dróżce, to delikatnie płuczemy i wkładamy do litrowego słoja. Zalewamy alkoholem, zakręcamy i odstawiamy na dwa tygodnie w ciemne miejsce. Słojem wstrząsamy najlepiej co dzień.

Po dwóch tygodniach kwiatki odcedzamy przez gazę, wyciskając z nich jeszcze ile się da.

Z wody i cukru sporządzamy syrop: wodę zagotowujemy i wsypujemy do niej powoli cukier, mieszamy na małym ogniu aż do rozpuszczenia. Można w tym momencie dodać połamaną laskę wanilii. Ciepły syrop cukrowy łączymy z alkoholem lipowym.

Odcedzamy raz jeszcze przez gazę. Rozlewamy do wyparzonych wcześniej butelek, zakręcamy i czekamy na naszą nalewkę przez co najmniej pół roku. O mamo, ależ długo 😉

Na zdrowie! 🙂

flower

SYLVECO – brzozowa pomadka ochronna z betuliną ♥

SYLVECO – brzozowa pomadka ochronna z betuliną ♥

Pomadka brzozowa Sylveco chyba najbardziej zbliżyła się do ideału, czyli do rumiankowej Alterry.

Byłam jej bardzo ciekawa, więc towarzyszyła mi na codzień, prawie bez posiłkowania się czym innym. I jestem z niej bardzo zadowolona. A rzadko się to zdarza, choć pomadek pielęgnacyjnych zużyłam już chyba tony.

sylveco brzozowa pomadka z betulina

Pomadka brzozowa ma bardzo delikatny i przyjemny zapach. Konsystencja jest idealna, dość łatwo się rozsmarowuje, a przy tym jest dostatecznie treściwa aby dobrze nawilżyć nawet dość spierzchnięte usta.

Opakowanie działało przez cały czas użytkowania idealnie, nic się nie zacinało.

Skład jest idealny, same dobre oleje plus betulina. Dla tych, co są wege: pomadka zawiera wosk pszczeli, ale dzięki temu ma właśnie taką idealną konsystencję, choć głównym jej składnikiem jest masło shea.

Podsumowując: gdy już zużyję wszystkie pomadki, które mam w zapasie 😉 to na pewno wrócę do brzozowej, żeby była jakaś odmiana od rumiankowej Alterry 🙂

Na plus: polski producent.

Od producenta: Brzozowa pomadka ochronna z betuliną jest hypoalergiczna i zawiera tylko naturalne składniki. Masło Shea (karite) i masło kakaowe wygładzają i uelastyczniają usta, natomiast olej sojowy, jojoba i wiesiołkowy nawilżają je oraz zapobiegają ich wysychaniu i pękaniu. Pomadka stanowi doskonałą barierę ochronną przed mrozem, wiatrem i promieniami słonecznymi. Aktywny składnik – betulina – działa kojąco i regenerująco na wszelkie podrażnienia, łagodzi objawy opryszczki.

Skład INCI: Butyrospermum parkii (Shea Butter) Fruit, Beeswax, Glycine Soja (Soybean) Oil, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Oeonthera Biennis (Evening Primrose) Seed Oil, Theobroma Cacao Seed Butter, Betulin, Carnauba Wax.

Cena: 10 zł.

Pojemność: 4,4 g.

Czy kupię ponownie? Tak.

Moja ocena: 5.

flowerflowerflowerflowerflower

z natury: jaśmin – nalewka / jaśminówka

z natury: jaśmin – nalewka / jaśminówka

Lubicie zapach jaśminu w wiosenne wieczory? Ja uwielbiam, gdy kwitnie jaśmin to dla mnie znak, że lato jest tuż tuż. Jeśli chcemy te zapachy zatrzymać na zimę, możemy zrobić z kwiatków jaśminu nalewkę. Warunek jest taki, aby był to jaśmin mocno pachnący – są gatunki, które nie pachną prawie wcale, tylko ładnie wyglądają.

Jaśmin, a właściwie jaśminowiec wonny znany jest ze swych własności uspokajających, uważa się go też od dawna za afrodyzjak. To ostatnie działanie nie zostało co prawda naukowo udowodnione, ale mamy do dyspozycji szereg innych własności: przeciwzapalne, antybakteryjne, rozkurczające. Jaśminowiec obniża ciśnienie krwi i przeciwdziała miażdżycy.

Nasz jaśminowiec co prawda to nie ten dodawany do chińskich jaśminowych herbat, bo ten rośnie tylko w cieplejszych klimatach, ale i ten nasz można wykorzystać. Oprócz nalewki można z jaśminu robić napary czy tonik do twarzy (ten ostatni również z liści).

jasmin jasminowiec

Co będzie potrzebne?

  • 3/4 litrowego słoika płatków jaśminu
  • 0,5 litra spirytusu
  • 0,5 litra wody
  • 1 cytryna
  • 200 g jasnego miodu

nalewka z jasminu jasminowka

Jak zrobić nalewkę z jaśminu?

Nalewkę robimy z samych płatków jaśminu, więc podczas zbierania można zrywać tylko płatki. Zbieramy na końcu świata w słoneczny dzień. Płatki zostawiamy rozłożone w cieniu na papierze na czas jakiś (na przykład godzinę), żeby czarne robaczki, które bardzo się w jaśminie chować lubią, mogły sobie pójść.

Wszystkie naczynia i narzędzia wyparzamy.

Płatki jaśminu wrzucamy do słoja.

Spirytus mieszamy z 0,2 (1/5) litra wody – jest to standardowa szklanka. Dostajemy wtedy alkohol o mocy około 70%. Można przygotować sobie tą mieszankę wcześniej, aby całość zdążyła się ‚przegryźć’. Alkoholem zalewamy płatki jaśminu tak, aby całość była przykryta płynem na około 2 – 3 cm. Słoik zakręcamy i odstawiamy na trzy tygodnie w miejsce ciemne i chłodne. Co trzy dni potrząsamy zawartością.

nalewka z jasminu jasminowka

 

Po trzech tygodniach nalewkę odsączamy przez gazę, wyciskając z niej ile się jeszcze da.

Z miodu i pozostałej części wody (zostało nam 0,3 litra czyli niepełny kubek) sporządzamy syrop: wodę zagotowujemy i czekamy aż przestygnie do temperatury nie wyższej niż 40 stopni C. Wtedy dopiero możemy w niej rozpuścić miód i dodać sok z cytryny. W takiej temperaturze oba składniki nie stracą swoich cennych własności.

Syrop łączymy z nalewką, przelewamy do butelek, zakręcamy i  niech sobie postoi jeszcze przez tydzień.

Po tygodniu filtrujemy nalewkę przez na przykład filtr do kawy, znów wlewamy do butelek, zakręcamy i odstawiamy do leżakowania – jak to miło brzmi – sama bym sobie chętnie trochę poleżakowała 😉 Nalewka powinna leżakować co najmniej trzy miesiące – no nie, tyle to bym za nic nie wytrzymała – a może nawet i rok. We wrześniu można próbować.

Na zdrowie! 🙂

flower

Komary, kleszcze, meszki itp – jak się chronić?

Komary, kleszcze, meszki itp – jak się chronić?

Czy ktoś lubi komary lub meszki? A może lubicie kleszcze? Brrrr, mnie aż wstrząsa, szczególnie, gdy pomyślę sobie o tych ostatnich… O kleszczach jest głośno od kilku lat, ja w tym roku miałam już cztery – tyle co przez całe moje życie, a po lasach, polach i łąkach szwędam się nagminnie…

Coś z tym trzeba zrobić! A ponieważ chemiczne preparaty nie zawsze są skuteczne, no i przy okazji mają działania niepożądane, to postanowiłam zrobić specyfik na owe cholerstwa w pełni naturalny.

komary kleszcze muszki

Czego nie lubią komary, meszki i kleszcze?

Mamy do dyspozycji całkiem sporo możliwości, bo i olejki i zioła i rośliny i spożywanie różnych specyfików wewnętrznie.

Ok, już przechodzę do konkretów 🙂

olejki na komary kleszcze

Olejki eteryczne:

  • z drzewa herbacianego – ten olejek można stosować bezpośrednio na skórę
  • goździkowy
  • cytronelowy
  • z mięty pieprzowej
  • tymiankowy
  • szałwiowy
  • eukaliptusowy
  • lawendowy
  • paczula

Zioła:

  • wrotycz – wydziela charakterystyczny zapach, od którego uciekają nie tylko komary i kleszcze, ale też muchy, wszy, mole, mrówki i mszyce (coś do ogrodu!). Ziele można rozdrobnić i nacierać nim ciało bezpośrednio lub zrobić napar (łyżkę ziela wrotyczu zalać szklanką wrzątku, parzyć pod przykryciem 15 minut), którym będziemy się spryskiwać. Istnieje też olejek eteryczny z wrotczu, który jednak zawsze trzeba rozcieńczyć.
  • mięta pieprzowa
  • tymianek
  • melisa lekarska
  • lawenda
  • szałwia
  • rozmaryn
  • geranium
  • czystek

Co możemy spożywać:

  • witaminy grupy B
  • czosnek
  • herbata z czystka

Wszystkie zmieniają zapach naszego potu w sposób, którego insekty nie lubią, a więc nie powinny się nas czepiać 😉

Na parapet w domu można postawić kocimiętkę (na zdjęciu poniżej), geranium lub rutę zwyczajną.

kocimietka

Jak wykorzystać naturalne odstraszacze na komary, meszki i kleszcze?

Można je po prostu rozmieszać w wodzie, a jeszcze lepiej w naparze z ziół, których komary, meszki i kleszcze nie lubią. Może to być wrotycz, mięta pieprzowa czy tymianek. Jeśli nasz preparat chcemy używać bezpośrednio na ciało, trzeba pamiętać o tym, że większość olejków eterycznych ma konkretne proporcje rozcieńczenia, w jakich można je stosować (czyli nie można ich stosować bezpośrednio – mogą wtedy podrażnić) – odpowiednia adnotacja powinna być umieszczona przez producenta na opakowaniu.

A także pamiętać o tym, aby przed pierwszym regularnym użyciem wypróbować nasz preparat na małej powierzchni ciała, czy przypadkiem nie pojawi się reakcja uczuleniowa. Jeśli tak – zawsze można płyn wykorzystać do użytku na ciuchy czy do rozpylania w powietrzu. Szczególną ostrożność trzeba zachować u dzieci.

Ponieważ oleje nie łączą z wodą bez odpowiedniego emulgatora, przed każdym użyciem trzeba naszą miksturę porządnie wstrząsnąć.

płyn na komary kleszcze meszki

Można rozpuścić olejki eteryczne po prostu w oleju, jaki mamy pod ręką, np. migdałowy, czy z pestek winogron, a nawet w oliwie z oliwek. Dokładnie wymieszać. Ta mikstura nadaje się raczej tylko bezpośrednio na ciało, bo jakoś ciężko mi sobie wyobrazić, że traktujemy olejem ciuchy 😉 I tu też trzeba pamiętać, aby zachować odpowiednie proporcje olejków eterycznych, które zaleca producent.

ziola na komary kleszcze

A jeśli ktoś nie lubi sprey’ów ani olejów to można zrobić sobie po prostu maść / krem na bazie masła shea, z dodatkiem olejków oraz wymienionych wcześniej naparów. Wymaga to nieco więcej czasu i zachodu, ale taki krem przy okazji będzie też pielęgnował naszą skórę 🙂

Powodzenia w walce z komarami, meszkami, kleszczami i innymi insekatami!

flower

IOSSI – serum witaminowe pod oczy ♥

IOSSI – serum witaminowe pod oczy ♥

Moje poszukiwania idealnego naturalnego kremu pod oczy wciąż trwają. A raczej trwały, bo zdaje się, że serum witaminowe Iossi właśnie nim zostało…

Nie spodziewałam się szczerze mwóiąc po nim cudów (a kupiłam z ciekawości i dlatego, że było w promocji), mimo dobrych opinii, no bo jak coś olejowego nie będącego kremem może ładnie skórę pod oczami nawilżyć, a jeszcze zadbać o pierwsze zmarszczki i w miarę możliwości nie dopuszczać do powstawania nowych? A jednak okazało się, że może! Jupiii!

iossi witaminowy koktail pod oczy

Serum naprawdę robi te wszystkie powyższe rzeczy. Po użyciu skóra pod oczami jest ładnie nawilżona, nie sucha, i chyba dzięki temu zmarszczki nie są aż tak widoczne. Rewelacja!

Jedyny problem, jaki miałam to użycie buteleczki. Serum jak to serum, ma lejącą konsystencję. Wylewało mi się tego serum za dużo na rękę, szczególnie na początku, później już się przezwyczaiłam i nie było tak źle. Aczkolwiek nie było to jakoś mocno odczuwalne, bo serum, mimo małej pojemności jest dość wydajne.

Teraz już z tego, co widzę serum dostało buteleczkę z kulką – jest to znakomity krok, żeby ułatwić użytkowanie. A buteleczka jest szklana, z ciemnego szkła, czyli zgodnie z wszelkimi zasadami przechowywania kosmetyków. A dzięki temu też możemy w każdej chwili zobaczyć ile jeszcze serum zostało. I przygotować się zawczasu na zakup kolejnego 😉

Skład, jak zwykle u Iossi jest wzorowy – mimo bogactwa składników są one tak dobrane, aby nawzajem wzmacniały swój efekt.

Na plus: polski producent.

Od producenta: Jedwabiste serum o konsystencji lekkiego olejku, intensywna kuracja do delikatnej skóry okolic oczu. Dogłębnie pielęgnuje, odmładza i zapobiega przyszłym zmarszczkom. Dzięki zawartości Retinolu zwanego witaminą młodości – widocznie zmniejszają się spowodowane czasem zmiany skórne. Dodatek odżywczych i lekkich olejów z pestek cytryny i herbacianego powoduje, że skóra staje się aksamitnie gładka i miękka. Witaminy E i C, doceniane ze względu na swoje właściwości przeciwutleniające – dodatkowo wzmacniają, ujędrniają i regenerują skórę. Serum poprawi strukturę i koloryt. Przeznaczone jest do każdego typu skóry, specjalnie zaś testowaliśmy go pod kątem cery wrażliwej.

Skład INCI: Camellia Japonica Seed Oil, Citrus Limon Seed Oil, Squalane, C13-15 Alkane**, Rosa Canina Seed Oil, Simmondsia Chinensis Oil, Avena Sativa Kernel Oil, Triticum Vulgare Germ Oil, Oleic/Linoleic/Linolenic Polyglycerides, Caprylic/Capric Triglyceride, Salvia Hispanica Seed Oil, Ascorbyl Tetraisopalmitate, Tocopherol, Hydrogenated Retinol, Salicornia Herbacea Extract, Citrus Aurantium Bergamia Peel Oil, Lavandula Angustifolia Oil, Boswellia Carterii Oil, Copaifera Reticulata Balsam Extract, Chamomilla Recutita Flower Oil, Aniba Rosaeodora Oil, Geraniol*, Limonene*, Linalool*.
*naturalny składnik olejków eterycznych
**naturalny emolient z trzciny cukrowej

Cena: 98 zł.

Pojemność: 10 ml.

Czy kupię ponownie? Tak.

Moja ocena: 5

flowerflowerflowerflowerflower

z natury: czarny bez / hyczka – syrop z kwiatów

z natury: czarny bez / hyczka – syrop z kwiatów

Syrop z kwiatów czarnego bzu ma dość specyficzny smak – nie każdy go lubi, ale za tyle dobroci ile ma w sobie warto się z nim zaprzyjaźnić 🙂 Dla mnie od dziecka czarny bez to hyczka – taka nazwa się u nas przyjęła i już. Że hyczka to czarny bez dowiedziałam się dużo dużo później niż ją poznałam 🙂 Znaleźć ją można u nas dosłownie wszędzie.

A co dobrego nasz syropek zrobi dla nas?

  • zadziała wzmacniająco
  • wspomoże odporność
  • oczyści organizm
  • pomoże podczas infekcji: kataru, kaszlu, grypy – działa wykrztuśnie, przeciwzapalnie, antywirusowo i napotnie oraz przeciwgorączkowo
  • podziała moczopędnie
  • wzmocni naczynia włosowate

czarny bez hyczka

Co będzie potrzebne?

  • około 40 baldachów kwiatów hyczki
  • 2 cytryny
  • 2 litry wody
  • 1,5 kg cukru – powinno być właściwie 2 kg, ja daję trochę więcej niż kilogram
  • 4 łyżeczki kwasku cytrynowego
  • 100 g imbiru – opcjonalnie
  •  2 – 3 limonki – opcjonalnie

syrop z kwiatow czarnego bzu hyczki

Jak zrobić syrop?

Kwiaty hyczki zbieramy tradycyjnie gdzieś na końcu świata, z dala od dróg i miast. Zrywamy całe baldachy. Od razu możemy sprawdzać, czy nie ma w nich mieszkańców, a jeśli są, to zostawiamy ich tam, gdzie jest ich dom 🙂

W domu pozbawiamy hyczkę zielonego, czyli łodyżek. Generalnie mam taką zasadę, że im mniej zielonego, tym lepiej i staram się obierać w miarę dokładnie. Zielone spowoduje, że nasz syrop może być gorzkawy. Ja kwiatków nie płuczę, żeby nie pozbawić ich pyłku.

Wyparzamy wszystkie naczynia i narzędzia, których będziemy używać.

Z wody i cukru sporządzamy syrop: wodę zagotowujemy i na małym ogniu powoli dosypujemy cukier mieszając aż się rozpuści. Dodajemy też kwasek cytrynowy i mieszamy aż się rozpuści.

czarny bez hyczka

Cytryny porządnie szorujemy i wyparzamy, kroimy na kawałki (jeśli wiemy, że są ekologiczne, to wrzucamy razem ze skórką). Wrzucamy do letniego syropu razem z kwiatkami hyczki. Większość przepisów podaje aby zalać je wrzątkiem, jednak ja wolę zalewać syropem letnim – takim, który jest ciepły, ale już nie parzy – w temperaturze około 40 – 50 stopni. Woda z cukrem wyciągnie z hyczki dobroci, a później i tak będziemy go jeszcze mocno podgrzewać, aby pozbyć się toksycznych substancji obecnych w całym krzaku czarnego bzu. Zostawiamy do ostygnięcia.

Garnek przykrywamy folią spożywczą i wstawiamy do lodówki. Niech sobie tam stoi około dwa dni. Ze dwa razy dziennie mieszamy drewnianą łyżką. Jeśli zostawimy na dobę też będzie ok, jeśli na 2,5 dnia też się nic nie stanie. Dłużej bym nie ryzykowała.

Po dwóch dniach zlewamy całość przez gazę – ja składam ją podwójnie. Wyciskamy jeszcze kwiatki tak mocno jak się da, aby wyciągnąć z nich tyle dobroci ile się da 🙂

czarny bez hyczka

Całość podgrzewamy do prawie wrzenia, ale nie tak, żeby zaczęło ‚bąblić’. Gdy syrop prawie się gotuje to widać już, że zaczyna się w naszym garnku coś dziać. Wtedy zlewamy przez lejek wyłożony znów podwójnie złożoną gazą do wyparzonych wcześniej butelek lub słoiczków. Szczelnie zakręcamy i zostawiamy do góry nogami, najlepiej pod kocem, do całkowitego wystygnięcia.

I mamy nadzieję, że wystarczy nam syropku do zimy, a najlepiej do wczesnej wiosny 🙂 Syrop jest tak pyszny, że nie mogę się powstrzymać i popijam go już po zrobieniu, a domownicy, widząc co się w kuchni dzieje, też muszą dostać swoją porcję 😉 Nie każdemu do gustu smak kwiatów hyczki przypadnie, mam koleżankę, która go nie lubi, za to uwielbia nalewkę na owocach hyczki. A ja… uwielbiam jedno i drugie 😉

syrop z kwiatów czarnego bzu hyczki

Syrop można dodawać do wody, słodzić nim herbatę (jak już nieco przestygnie), polewać lody czy desery. W letnie dni możemy zrobić napój orzeżwiający z naszego syropku: do dzbanka wlać wodę z kostkami lodu jeśli ktoś lubi, dodać syropu z hyczki, trochę soku z cytryny i listki mięty lub melisy. Pychota!

Do syropu możemy dodać imbir, jeśli chcemy, aby był jeszcze bardziej leczniczy. Wtedy imbir blendujemy z odrobiną przegotowanej wody i dodajemy do syropu razem z kwiatkami i cytrynami.

Można oprócz cytryn dodać też dwie – trzy limonki dla wzbogacenia smaku. Ja nie dodaję, bo sam smak kwiatów hyczki jest już tak pyszny, że nie chcę go sobie psuć dodatkami. A limonkę zawsze mogę dodać do wody, którą wzbogacę w syrop z hyczki.

Na zdrowie! 🙂

flower