MAKE ME BIO – krem do rąk winter care

MAKE ME BIO – krem do rąk winter care

Ten kremik kupiłam w zestawie rok temu przed świętami. Razem z wodą różaną, która kompletnie się u mnie nie sprawdziła (wysyp mam bardzo rzadko, ale po tej wodzie miałam – testowałam kilka razy) i kremem Garden Roses. I w końcu doczekał się swojej kolejki 😉

Cóż mogę o nim powiedzieć? Ano co następuje.

Konsystencja kremu jest w sam raz, nie za ciążka, nie za lekka, nie za gęsta ani niezbyt lejąca. Idealnie.

make me bio winter care

Wchłanialność kremu jak na naturalny krem do rąk też jest super – zostawia leciutką warstewkę, ale to jest miłe, a w dzień, gdy taka warstewka jest niepożądana, smarowałam kremem tylko werzch dłoni i resztką wnętrze. Super.

Zapach jest cudowny – lekko cytrusowy i na tyle mocny, żeby sprawiał przyjemność, a na tyle szybko się ulatniający, żeby nie zdążył się znudzić.

Opakowanie to mała tubka z metalu, którą łatwo z zmieścić z torebce i dość łatwo wycisnąć do końca.

No i teraz sedno… Niestety nie kupię już tego kremu ponownie, bo wszystko pięknie ładnie, ale jego działanie na dłuższą metę jest dla mnie za słabe. Na początku po aplikacji jest super, ale już po pół godzinie nie było po nim śladu. Ani po nawilżeniu ani po odżywieniu. Moje dłonie nie są problematycze, są tylko powiedzmy nieco bardziej wymagające niż dwadzieścia lat temu 😉

Jeśli chodzi o skład to jest w nim kilka rzeczy, które mi się nie podobają, na przykład sporo gliceryny, phenoxyethanol, ethylhexylglycerin, aromaty… Może tu jest przyczyna, że krem o takim potencjale za bardzo nie chce działać? Nie wiem, ale jest to już kolejny kosmetyk od Make Me Bio, który nie działa :/ Mówię to z przykrością, bo nazwa marki bardzo mi się podoba, opakowania są prześliczne, tylko z samymi kosmetykami coś jest nie halo.

Od producenta: Winter Care to idealny krem na suche i szorstkie dłonie. Skutecznie nawilża, regeneruje oraz wygładza skórę dłoni. Bogaty w naturalne olejki i masła jest prawdziwym przyjacielem przemarzniętych dłoni. Witamina F zawarta w składzie chroni dłonie przed utratą wody oraz przywraca naskórkowi naturalną barierę lipidową. Witamina E natomiast hamuje procesy starzenia się skóry.

Skład INCI: Aqua, Cetearyl Alcohol & Polysorbate 60 Wax, Palm free vegetable glycerin (Roślinna Gliceryna – bez Oleju Palmowego), Olea Europaea (Oliwka)*, Persea Gratissima (Avokado)*, Cocos Nucifera (Kokos)*, Butyrospermum Parkii (Masło shea)*, Macadamia Ternifolia (Makadamia)*, Palm Stearic Acid, Prunus Amygdalus Dulcis (Słodkie Migdały) Oil*, Prunus Domestica (Śliwka) Kernel Extract*, Ribes Nigrum (Czarna Porzeczka) Seed Extract*, Xantham Gum, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Orange Cranberry and Cinnamon Fragrance (Aromat Pomarańczy, Żurawiny oraz Cynamonu).

Cena: w zestawie / osobno kupić się nie da.

Pojemność: 50 ml.

Czy kupię ponownie? Nie.

Moja ocena: 4 – za wszystko poza działaniem 😉

flowerflowerflowerflower

VIANEK – wzmacniająca maseczka do twarzy

VIANEK – wzmacniająca maseczka do twarzy

Ze wszystkich maseczek Vianka wybrałam właśnie tą ze względu na skład, który mnie interesował.

Maseczka jest całkiem fajna w użytkowaniu, ładnie się rozprowadza, dość dobrze się zmywa. I zapach też ma całkiem ładny, nieco inny niż zapach serii fioletowej, bo przeważa tu zapach czerwonej glinki. Nie jest on może super przyjemny, ale po zmyciu maseczki znika bez śladu.

Maseczka jest dość wydajna, jedno opakowanie spokojnie wystarczy na dwukrotną aplikację na buzię. Trzeba tylko pamiętać aby szczelnie zamknąć saszetkę i zabezpieczyć ją spinaczami na przykład aby zawartość nie wyschła do ponownego użycia.

VIANEK wzmacniajaca maseczka do twarzy

A działanie? Najczęściej stosowałam ją po peelingu, trzymałam około dwadzieścia minut, a buzia po użyciu była ładna, matowa (co przy mojej mieszanej cerze ma znaczenie) i pięknie odżywiona. Żadne sensacje mi się na buzi po niej nie robiły. Maseczka zmywa się całkiem dobrze, nawet bez użycia żelu.

Nie mam uwag – super. Zużyłam już z sześć opakowań i na pewno będę używać regularnie.

Na plus: polski producent.

Od producenta: Odżywcza maseczka z glinką czerwoną, zawierającą dużą ilość krzemu, glinu, żelaza oraz wapnia i manganu. Łagodnie oczyszcza delikatną cerę naczynkową i z trądzikiem różowatym, wzmacnia skórę, zapobiegając jednocześnie pękaniu naczyń krwionośnych. Oleje sezamowy i ze słodkich migdałów zapewniają optymalne nawilżenie, a składniki łagodzące (alantoina i panthenol) pozwalają zmniejszyć uczucie napięcia i zmniejszają zaczerwienienia. Systematyczne stosowanie wygładza cerę, która już po kilku zabiegach zyskuje świeżość i gładkość.

Skład INCI: Aqua, Sesamum Indicum Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Kaolin, Glycerin, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate, Squalane, Glyceryl Stearate, Panthenol, Cetearyl Alcohol, Stearic Acid, Allantoin, Tocopheryl Acetate, Xanthan Gum, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Parfum.

Cena: 5 zł.

Pojemność: 10 ml

Czy kupię ponownie? Tak, końca nie przewiduję.

Moja ocena: 5.

flowerflowerflowerflowerflower

VIANEK – intensywnie kojące masło do ciała (fioletowy)

VIANEK – intensywnie kojące masło do ciała (fioletowy)

Jakoś ogólnie bardziej lubię balsamy niż masełka do ciała, a to z powodu konsystencji, choć masła są jakby bogatsze. I z tym masełkiem jest podobnie – jest bardzo gęste, na tyle, że rozsmarowanie go jest nieco problematyczne. Dlatego dodawałam do niego olejek limonkowy Alterry. Z olejem szło nieco lepiej, ale nadal odczuwałam pewną trudność w aplikacji.

Ale za to dzięki tej konsystencji masło bardzo fajnie sprawdza się do pielęgnacji rąk.

Obecnie używam masełka z serii różowej i tu konsystencja jest już nieco lepsza.

vianek kojace maslo do ciała

A poza tym masełko jest świetne – ładnie odżywia skórę, pachnie delikatnie i zapach dość szybko znika – dla mnie jest to akurat zaletą. No i jest wbrew pozorom całkiem wydajne, co było dla mnie miłym zaskoczeniem.

Skład tego masła kojącego jest całkiem przyzwoity – masło shea i dobre oleje (w tym sojowy, jeśli ktoś nie lubi, mnie on krzywdy nie robi), gliceryna i ekologiczne konserwanty.

Masło zamknięte jest w plastikowym pojemniczku, z którego można je do końca wybrać. Nie napiszę, że bez problemu, bo pod koniec ciężko już włożyć do pojemnika rękę, ale bez tragedii. Pojemnik łatwo się otwiera i zakręca, a gdy już masełko nam się skończy, można go wykorzystać do innych celów – coś dla miłośników zero waste.

Przy masłach do ciała boję się zawsze, że ponieważ są w małych opakowaniach, to będą mało wydajne – to masełko wbrew pozorom wystarczyło mi na całkiem długo – dłużej niż się spodziewałam, choć z drugiej strony potrafi znikać szybko przy codziennej aplikacji.

Ogólnie jestem z niego zadowolona i pewnie jeszcze kiedyś się na nie skuszę, jeśli dostanę w promocji, bo cena nie jest tragiczna, ale nie jest też niska.

Na plus: polski producent.

Od producenta: Aksamitne, zawierające masło avocado, shea, wosk pszczeli i skwalan, idealnie pielęgnuje skórę przesuszoną i skłonną do zaczerwienienia. Ekstrakt z liści borówki brusznicy, dzięki związkom przeciwutleniającym, hamuje procesy starzenia, wyrównuje koloryt i wzmacnia skórę. Masło systematycznie stosowane zmiękcza, wygładza, i zapewnia długotrwałe nawilżenie. Olejek lawendowy koi i wprowadza w stan odprężenia całe ciało.

Skład INCI: Aqua, Glycine Soja Oil, Persea Gratissima Butter, Butyrospermum Parkii Butter, Glycerin, Glyceryl Stearate, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate, Cera Alba, Vaccinium Vitis-Idaea Leaf Extract, Squalane, Cetearyl Alcohol, Xanthan Gum, Lavandula Angustifolia Oil, Benzyl Alcohol, Parfum, Dehydroacetic Acid, Linalool, Hexyl Cinnamal, Limonene.

Cena: 30 zł.

Pojemność: 250 ml

Czy kupię ponownie? Tak.

Moja ocena: 5.

flowerflowerflowerflowerflower

Himalaya Herbals – pasta do zębów wrażliwych sensitive bez fluoru

Himalaya Herbals – pasta do zębów wrażliwych sensitive bez fluoru

Hmmm, po pierwszej przygodzie z pastą Himalaya Herbals do tej podeszłam jak do ostu i z wielką niechęcią zaczęłam jej używać. Skład tej pasty absolutnie nie powala, choć ma kilka świetnych składników. Kupiłam ją pod wpływem chwili, nie czytając co ma w sobie. A ma SLS, ma dwutlenek tytanu, ma mentol, który ma dawać świeży zapach z ust – tu na szczęście nie jest jego ilość tak przesadzona jak w poprzedniej paście, choć czuć, że jest. I pewnie dzięki temu po myciu mamy poczucie dobrze wymytych zębów, ale jednak pozostałe składniki, które wymieniłam wyżej eliminują jak dla mnie tą pastę z codziennego użycia – więcej już jej nie kupię.

Himalaya Herbals - Pasta do zebów wrazliwych SENSITIVE bez fluoru

Choć pasta ma ładne opakowanie – standardową tubkę. Ładnie pachnie. Pieni się mniej niż tradycyjne pasty do zębów, ale wystarczająco. Smak jest po niej nieco dziwny, ale jak najbardziej do przyzwyczajenia. A jednak – nie, nie i jeszcze raz nie z powodu składu. Brrrrr.

Skład INCI: Sorbitol, Aqua, Hydrated Silica, Glicerin, Potassium Nitrade, Sodium Lauryl Sulphate, Silica, Titanium Dioxide, Xanthan Gum, Flavour, Prunus Amygdalus Dulcis Shell Extract, Salvadora Persica Stem Extract, Sodium Saccharin, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Menthol, Spinacea Oleracea Leaf Extract, Citric Acid.

Cena: 10 – 16 zł.

Pojemność: 75.

Czy kupię ponownie? Nie.

Moja ocena: 3,5

flowerflowerflowerflower

ECOLAB – szampon wzmacniający objętość i przyśpieszenie wzrostu

ECOLAB – szampon wzmacniający objętość i przyśpieszenie wzrostu

Kolejny świetny produkt Ecolab do włosów. Jak na razie mój hicior jeśli chodzi o szampony. Na początku włosy musiały się do niego przyzwyczaić – trochę się przetłuszczały, ale zauważyłam, że tak jest z większością szamponów, które używam. Z początku problem – po kilku myciach jest już dużo lepiej, choć mojego standardu mycia włosów co dwa dni nie udało mi się złamać.

Ale za to po myciu włosy były ładne i sypkie, co nie każdemu szamponowi się udaje.

ECOLAB - szampon wzmacniajacy objetosc i przyspieszenie wzrostu

Szampon pachnie przyjemnie, a zarazem delikatnie – zapach nie pozostaje na włosach po myciu, co dla mnie akurat jest plusem. Pieni się dostatecznie aby już za pierwszym razem ładnie domyć wszystko co jest do domycia – także oleje.

Opakowanie jest bardzo zgrabne – jest to klasyczna zamykana na klik butelka – w sam raz na szampon. A przy tym butelka jest lekko przezroczysta, dzięki temu widać ile kosmetyku nam jeszcze zostało. Same plusy.

Skład też jest ok, może tylko cocamidopropyl betaine na drugim miejscu może czasem podrażniać – u mnie nic takiego się nie stało.

Produkt rosyjski.

Od producenta: Do pielęgnacji włosów osłabionych.

Oczar wirginijski – zawiera flawonoidy i proantocyjanidyny, które są silnymi przeciwutleniaczami. Wykazuje działanie antyseptyczne i tonizujące.

Organiczny olej z orzeszków makadamii  – pomocny w pielęgnacji łamliwych i zniszczonych włosów, zapewnia im głębokie odżywianie i wygładzanie. Dzięki temu włosy są lśniące i łatwo się układają.

Olej jojoba  – skutecznie regeneruje zniszczone włosy, odżywia, wzmacnia i chroni przed wpływem niekorzystnych czynników zewnętrznych takich jak termozabiegi i promienie słoneczne.

Masło shea (karite) –  zapewnia nawilżenie włosom suchym, przesuszonym oraz uszkodzonym – od cebulki włosa aż po sam jego koniec, wspomagając jego regenerację oraz ochronę przed warunkami atmosferycznymi. Rewelacyjnie poprawia kondycję włosom kruchym. Wchłania się w skórę głowy, nawilża ją nie blokując przy tym porów i cebulek. Szczególnie polecane jest do regeneracji włosów po farbowaniu, ondulacji i suszeniu. Przywraca naturalny połysk włosom.

Skład INCI: Aqua, Zingiber Officinate Root Floral Water (woda imbirowa), Cocamidopropyl Betaine, Lauryl Glucoside, Coco Glucoside, Organic Hamamelis Virginiana Leaf Extract(organiczny oczar wirginijski), Sodium Lauroyl Methyl Isethionate, Simmondsia Chinensis Oil (olej jojoba), Hibiscus Extract (hibiscus), Organic Macadamia Integrifolia Seed Oil (olej makadamia), Shea Butter Ethyl Esters (masło shea), Glycerin, Organic Triticum Vulgare Oil(organiczny olej z kiełków pszenicy), Glycereth-2 Cocoate, Perfume, Lactic Acid, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol.

Cena: 16 zł.

Pojemność: 250 ml.

Czy kupię ponownie? Tak.

Moja ocena: 5.

flowerflowerflowerflowerflower

ECOLAB – maska do włosów aktywacja wzrostu

ECOLAB – maska do włosów aktywacja wzrostu

Świetny produkt! Właściwie mogę tą maskę pod względem działania porównać do mojego dotąd hitu – maski Naturativ. A przy tym ta maska jest o niebo tańsza niż Naturativ. Włosy są po niej ładnie odżywione, nawilżone, ładnie się rozczesują, co przy moich długich włosach ma ogromne znaczenie. Być może składnikiem, który tak świetnie działa na moje włosy jest masło shea – w obu kosmetykach obecne, a wcześniej żadnej maski czy odżywki z masłem shea nie miałam – jeśli jeszcze napotkam je w jakimś produkcie do włosów to spróbuję z ciekawości.

Skład tej maski jest cudny – woda imbirowa, a dalej same oleje. Maska jednak wcale a wcale nie jest tłusta, nie zostawia tłustej warstwy, jest jak krem, nie jak olej. I używa się jej bardzo miło, konsystencja jest w sam raz – akurat na maskę do włosów.

 

Zapach maski jest bardzo delikatny – przyjemny przy użyciu, a na włosach po zmyciu maski nie pozostaje – dla mnie bardzo na plus.

Opakowanie to odkręcane okrągłe pudełko – i tu chyba jedyny minus maski. Pudełko jest z miałam wrażenie dość delikatnego plastiku i niezbyt poręczne pod prysznicem. Ale za to jest częściowo przezroczyste – widać bez odkręcania ile produktu zostało. Co tak naprawdę jest bez znaczenia, bo przy takim pudełku i tak w każdej chwili można je sobie bez problemu odkręcić.

No. To się nachwaliłam. Daję zasłużoną piątkę i wiem, że do tej maski jeszcze na pewno kiedyś wrócę.

Produkt rosyjski.

Od producenta: olej makadamia, olej z ogórecznika, ekstrakt ylang ylang – regenerują uszkodzone włosy, zmiękczają , dostarczają mikroelementów i witamin. Sprawiają, że włosy stają się gładkie. Organiczne masło shea – odżywia i nawilża włosy, aktywuje ich wzrost, wzmacnia suche, uszkodzone i osłabione włosy. Ekstrakt z orzechów piorących – sprawia, że włosy stają się lśniące, wzmocnione i łatwo się układają. Masło kakaowe – zapobiega wypadaniu włosów, dodaje im wigoru i regeneruje rozdwojone końcówki

Skład INCI: Aqua, Zingiber Officinale Root Floral Water (woda imbirowa), Organic Butyrospermum Parkii (organiczne masło shea), Macadamia Integrifolia Seed Oil (olej makadamii), Sesamum Indicum Oil (olej sezamowy), Borageseed Oil Refined (olej z orzechów brazylijskich), Organic Theobroma Cacao Seed Butter (organiczne masło kakaowe), Sapindus Mukurossi Peel Extract (orzech mydlany), Cananga Extract (ylang ylang), Glycerin, Behenamidopropyl Dimethylamine, Glyceryl Monostearate, Glyceryl Stearate SE, Perfume, Lactic Acid, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol.

Cena: 22 zł.

Pojemność: 250 ml.

Czy kupię ponownie? Tak.

Moja ocena: 5.

flowerflowerflowerflowerflower

VIANEK – przeciwzmarszczkowy krem do twarzy na dzień do cery tłustej (czerwony)

VIANEK – przeciwzmarszczkowy krem do twarzy na dzień do cery tłustej (czerwony)

Vianek ma dwie wersje kremów na dzień: jeden do cery tłustej, drugi do suchej. Miałam niezły dylemat, który kupić dla mojej mieszanej cery. W końcu na początek zdecydowałam się na wersję do cery tłustej, bo byłam ciekawa czy krem da radę sprawić aby moja buzia się nie błyszczała – z tym mam zawsze problem w strefie T. No i krem ten bardzo przyzwoicie sobie z tym kłopotem radzi. Buzia jest po nim ładnie nawilżona, a przy tym nie świecąca się, czasem za wyjątkiem czoła, gdzie zawsze świecę się najbardziej. Krem błyszczenia nie eliminuje całkowicie, ale jak na krem na dzień i tak jest super w porównaniu do kremów, które używałam dotąd – żaden inny tak ładnie sobie z problemem świecenia nie radził.

Więc wychodzi na to, że znów (jak i z kremem pod oczy z czerwonej serii Vianka i z żelem myjącym do twarzy) mam swój ideał jeśli chodzi o kremy na dzień – jak dotąd takowego jeszcze nie znalazłam.

VIANEK przeciwzmarszczkowy-krem-do-twarzy-na-dzien-do-cery-tłustej

Po użyciu kremu buzia jest oprócz nawilżenia ładnie wygładzona. Krem nadaje się pod makijaż – wchłania się bardzo dobrze i dość szybko. Zdarzyło mi się kilka razy, że miałam bardzo delikatne uczucie ściągnięcia – ale biorąc pod uwagę zalety tego kremu to w ogóle nie przeszkadzało. Być może problem leżał zupełnie gdzie indziej.

Opakowanie to zgrabna i estetyczna buteleczka airless. Kwiatuszki na etykiecie są przepiękne, aż chce się takiego kremu używać! 🙂 Jedyną jej wadą jest nieprzezroczystość – nijak, nawet pod światło nie da się podejrzeć ile kremu jeszcze w opakowaniu zostało, więc koniec jest zaskoczeniem…

No i gdybym miała się jeszcze do czegoś przyczepić, to zapach – jak w całej serii czerwonej jest intensywny i bardzo słodki, a ja akurat za takimi zapachami nie przepadam. Na szczęście nie utrzymuje się on na buzi długo.

Konsystencja tego kremu jest w sam raz – ładnie się rozsmarowuje, choć czasem miałam wrażenie, że przydałoby się go wmasować nieco więcej, szczególnie po bokach buzi.

Następnym razem wypróbuję wersję do cery suchej – też jestem tej opcji bardzo ciekawa, a w najgorszym przypadku, będę używała obu kremów naraz 😉

Skład kremu jest równie bogaty jak kremu pod oczy z serii czerwonej. I tu ponowne brawa dla Syleco za to, że zrezygnowali z wszechobecnego w Viankach oleju sojowego. A w zamian mamy olej z pestek winogron, z wiesiołka (super!), jojoba, z nasion malin, ekstrakt z czerwonej koniczyny (rewelacja!), cholesterol, kwas hialuronowy, witaminę C i wiele innych cennych składników. Aż się chce na buzię nakładać te dobroci!

Na plus: polski producent i świetne działanie.

Od producenta: Rewitalizująco-ochronny krem do stosowania na dzień, pod makijaż, przeznaczony do odnowy cery mieszanej i tłustej. Kwas hialuronowy zapobiega utracie jędrności i elastyczności, natomiast kompleks ceramidów uszczelnia barierę wodno-lipidową, utrzymując właściwe nawilżenie skóry. Dzięki właściwościom absorbującym skrobi ryżowej, cera pozostaje matowa. W kremie zastosowano mix witamin E i C w wyjątkowo stabilnej postaci oraz cennych olejów (z wiesiołka, pestek malin i jojoba) gwarantując odporność skóry i jednolity koloryt.

Skład INCI: Aqua, Vitis Vinifera Seed Oil, Glycerin, Oenothera Biennis Seed Oil, Oryza Sativa Starch, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Rubus Idaeus Seed Oil, Coco-Caprylate, Glyceryl Stearate, Stearic Acid, Trifolium Pratense (Red Clover) Extract, Cetearyl Alcohol, Magnesium Ascorbyl Phosphate, Tocopheryl Acetate, Sodium Hyaluronate, Xanthan Gum, Glycosphingolipids, Phospholipids, Cholesterol, Aniba Rosaeodora (Rosewood) Oil, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Parfum, Linalool.

Cena: 32 zł.

Pojemność: 50 ml.

Czy kupię ponownie? Tak.

Moja ocena: 5.

flowerflowerflowerflowerflower

VIANEK – rewitalizujący żel myjący do twarzy (czerwony) ♥

VIANEK – rewitalizujący żel myjący do twarzy (czerwony) ♥

Już przy fioletowym żelu do mycia twarzy pisałam, że został moim hiciorem. I zdanie to jak najbardziej podtrzymuję, ale żel czerwony został w takim razie hiciorem nad hiciorami. Pewnie będę z ciekawości próbować inne żele, albo na przemian używać tego i fioletowego czy Rosadii, ale miejscu numer jeden raczej nic nie zagrozi.

A dlaczego tak mi się on spodobał? Pięknie i delikatnie pachnie (nie to co fioletowy, do którego długo musiałam się przyzwyczajać, ani lekko mdło jak w Rosadii), cudownie myje, poślizg ma w sam raz, a teraz taraaam – żeby ładnie umyć całą buzię wystarczy tylko jedna pompka. I stan ten nie zmienia się w miarę użytkowania żelu – aż do końca było tak samo, co oznacza, że żel ani trochę się nie utlenia, co było bardzo uciążliwe w żelu pomarańczowymrumiankowym i tymiankowym.

VIANEK - rewitalizujacy zel do mycia twarzy

No i jeszcze do tego wszystkiego nawet używany dwa razy dziennie nie wysusza, nie podrażnia, jest po prostu cudowny!

Fakt, że cena jest nieco wyższa niż innych żeli viankowych, ale jeśli policzyć po dwie pompki na mycie przy innych, to pewnie na to samo wyjdzie.

Buteleczka jak to viankowa buteleczka – jest ładna, estetyczna i zgrabna, ma pompkę, która działa bez problemu aż do końca. Jeśli chcemy podejrzeć ile żelu nam jeszcze zostało, trzeba odkręcić pompkę. Pompka działała bez zarzutu przez cały czas użytkowania żelu. I jest tak piękna, że z przyjemnością wykorzystuję ją ponownie.

Zużyłam już dwa opakowania tego żelu i na tym się nie skończy, absolutnie nie chcę się z nim rozstawać!

Na plus: polski producent i ładna buteleczka. No i perfekcyjne działanie.

Od producenta: Delikatny żel myjący i złuszczający w jednym. Skutecznie eliminuje wszelkie zanieczyszczenia, nie podrażniając nawet wrażliwej skóry. Ekstrakt z owoców truskawek wygładza i rozjaśnia, wpływając na spłycenie zmarszczek. Kwas migdałowy usuwa wierzchnie warstwy naskórka, regulując tym samym odnowę komórkową i poprawia strukturę skóry. Po zastosowaniu żelu cera jest wyraźnie czysta, promienna i ma wyrównany koloryt.

Skład INCI: Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Mandelic Acid, Coco-glucoside, Decyl Glucoside, Fragaria Virginiana Fruit Extract, Panthenol, Hydroxyethylcellulose, Sodium Bicarbonate, Sodium Benzoate, Parfum.

Cena: 21 zł.

Pojemność: 150 ml

Czy kupię ponownie? Tak, jak na razie to mój hicior w kwestii żeli do mycia twarzy.

Moja ocena: 5.

flowerflowerflowerflowerflower

VIANEK – przeciwzmarszczkowy krem pod oczy (czerwony) ♥

VIANEK – przeciwzmarszczkowy krem pod oczy (czerwony) ♥

Och, czemu ten kremik już mi się skończył? 😉 Myślę, że chyba znalazłam swój ideał w kwestii kremów pod oczy 🙂 To już drugi po serum witaminowym Iossi. Super, na przyszłość pewnie będę ich używać na przemian.

A co takiego jest w tym kremie, że jest taki fajny? Działanie – jest naprawdę świetne. Po jego użyciu skóra wokół oczu jest pięknie nawilżona, odżywiona i dzięki temu zmarszczki widać mniej. To drugi po Iossi naturalny krem pod oczy, który tak działa. Czasem na noc dawałam podwójną warstwę, aby efekt był mocniejszy, ale na dzień spokojnie jedna warstwa działała wspaniale. Krem szybko się wchłania, więc można jak najbardziej używać go pod makijaż.

vianek czerwony przeciwzmarszczkowy krem pod oczy

Gdy używałam tego kremu pod oczy nie czułam już potrzeby wklepywania czegokolwiek innego, co zdarzało się przy łagodzącym kremie pod oczy Sylveco czy innych kremach naturalnych. Naprawdę rewelacja!

Konsystencja kremu też jest rewelacyjna – nie jest on zbyt rzadki ani zbyt gęsty, taki w sam raz (być może jest to ‚zasługa’ gliceryny).

Krem nie podrażnia i nie szczypie po aplikacji, choć nakładam go także na górną powiekę.

Skład… Pisałam już kiedyś, że kocham firmę Sylveco za to, że słucha ludzi. Wiele z nas narzekało, że większość kremów viankowych jest oparta na oleju sojowym. Tutaj – taraaam – nie ma po nim śladu. Mamy za to bardzo bogaty skład, a w nim oleje: z wiesiołka (cudownie!), z pestek truskawek i malin, kafeina, która wykazuje działanie przeciwzmarszczkowe, łagodzący pantenol i wiele składników odżywczych: skwalan, witamina C w najlepszej możliwej postaci, ekstrakt z miłorzębu (cudownie!), koenzym Q10, kochany przez nas kwas hialuronowy i jeszcze kilka innych. Jest pięknie, co tu wiele gadać. Brawo! Może tylko do ilości gliceryny mogłabym się przyczepić, jest ona dość wysoko w składzie ( żeby nie było zbyt idealnie 😉 ), ale na szczęście w ogóle jej w kremie nie czuć, więc nie jest dokuczliwa.

Gdybym miała się do czegoś jeszcze przyczepić to całkowicie nieprzezroczyste opakowanie, przez co nie da się ocenić ile jeszcze kremu zostało – gdy się skończył, było to dla mnie zaskoczeniem, tym bardziej mało fajnym, że nie miałam akurat nic w zanadrzu.

Choć opakowanie airless, jak przy całej serii Vianków jest bardzo ładne, zgrabne i estetyczne. Pompka działała dobrze do końca.

Druga rzecz to zapach – jak przy całej serii czerwonej jest dość męczący – dla mnie za słodki i zbyt intensywny. Choć przy kremie pod oczy aż tak to nie przeszkadza, bo używa się go małą ilość, bardziej uciążliwe jest to przy kremie do twarzy.

Na plus: polski producent i świetne działanie.

Od producenta: Innowacyjny krem przeznaczony do intensywnej pielęgnacji skóry wokół oczu, gdzie najwcześniej występują zmarszczki, również mimiczne. Zawiera kompleks składników (teofilina, teobromina, kofeina) silnie redukujących obrzęki, zasinienia i stymulujących mikrokrążenie. Połączenie kwasu hialuronowego glikozaminoglikanów oraz koenzymu Q10 gwarantuje głębokie nawilżenie i wygładzenie skóry. Oleje z pestek truskawek, malin oraz skwalan odżywiają i zmiękczają, a ekstrakt z miłorzębu japońskiego zapewnia skuteczną ochronę przed niekorzystnymi czynnikami zewnętrznymi.

Skład INCI: Aqua, Oenothera Biennis Seed Oil, Glycerin, Rubus Idaeus Seed Oil, Fragaria Ananassa (Strawberry) Seed Oil, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate, Coco-caprylate, Glyceryl Stearate, Stearic Acid, Squalane, Tocopheryl Acetate, Panthenol, Hydrolyzed Glycosaminoglycans, Ubiquinone, Caffein, Teophyllin, Theobromin, Sodium Hyaluronate, Sodium Alginate, Ginkgo Biloba Leaf Extract, Glycosphingolipids, Phospholipids, Cholesterol, Cetearyl Alcohol, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Parfum.

Cena: 34 zł.

Pojemność: 15 ml.

Czy kupię ponownie? Zdecydowanie tak – jak na razie to mój hicior wśród kremów pod oczy.

Moja ocena: 5.

flowerflowerflowerflowerflower

SYLVECO – regenerujący krem do stóp

SYLVECO – regenerujący krem do stóp

Kremów do stóp używam nieregularnie – czasem codziennie, czasem przyz tydzień nic. Ale latem mam w tym kierunku większą potrzebę niż zimą. Dlatego ten krem używałam prawie codziennie.

Nie był to zły krem, ale nie wiem, czy jeszcze go kupię. A to ze względu na dziwną konsystencję, przypominającą w użytkowaniu krem do rąk Sylveco. Po wmasowaniu w stopy po kilku sekundach, gdy chciałam zrobić sobie jeszcze masaż, krem kompletnie tracił poślizg, co czasem było nieco uciążliwe. Czuć było, że stopy są nawilżone, ale nie dało się ich już masować.

sylveco regenerujacy krem do stop

Ten efekt jest trochę mniejszy niż przy kremie do rąk, ale jednak jest.

Plus tego był taki, że po nocy wchłaniał się on całkowicie – czuć było, że stopy są ładnie nawilżone i nie wysuszone, a spokojnie można już było założyć klapki. Przy innych kremach jest z tym różnie.

Krem ma bardzo delikatny zapach, co bardzo mi odpowiadało. Zapach znikał bardzo szybko.

Jest zamknięty w standardowej ładnej i estetycznej tubie z zamknięciem na klik, dla mnie super.

Krem pod koniec terminu ważności zaczął się troszeczkę rozwarstwiać – nie tak mocno jak krem do rąk, ale jednak. Nie przeszkadzało mi to, bo jednak termin ważności był już tuż tuż, więc miał prawo – przechowywałam go w temperaturze pokojowej.

Na plus: polski producent.

Od producenta: Hypoalergiczny, regenerujący krem do stóp, zawierający tylko naturalne składniki, przeznaczony jest do codziennej pielęgnacji suchej i zniszczonej skóry. Intensywnie i głęboko nawilża, natłuszcza i zmiękcza zrogowaciały, popękany naskórek. W skład kremu wchodzą roślinne ekstrakty aloesu oraz brzozy, które łagodzą podrażnienia, działają przeciwbakteryjnie i przeciwgrzybiczo.

Skład INCI: Olej sojowy,  Olej z pestek winogron,  Stearynian glicerolu,  Alkohol cetylowy,  Sorbitan Stearate & Sucrose Cocoate,  Olej arganowy,  Masło karite (Shea),  Olej ze słodkich migdałów,  Olej laurowy,  Betulina,  Wosk pszczeli,  Olejek rozmarynowy,  Ekstrakt z aloesu,  Lupeol,  Kwas oleanolowy,  Kwas betulinowy.

Cena: 16 zł.

Pojemność: 75.

Czy kupię ponownie? Nie wiem, ale bardziej w kierunku tak niż nie.

Moja ocena: 4.

flowerflowerflowerflower