VIANEK – rewitalizujący żel myjący do twarzy (czerwony) ♥

VIANEK – rewitalizujący żel myjący do twarzy (czerwony) ♥

Już przy fioletowym żelu do mycia twarzy pisałam, że został moim hiciorem. I zdanie to jak najbardziej podtrzymuję, ale żel czerwony został w takim razie hiciorem nad hiciorami. Pewnie będę z ciekawości próbować inne żele, albo na przemian używać tego i fioletowego czy Rosadii, ale miejscu numer jeden raczej nic nie zagrozi.

A dlaczego tak mi się on spodobał? Pięknie i delikatnie pachnie (nie to co fioletowy, do którego długo musiałam się przyzwyczajać, ani lekko mdło jak w Rosadii), cudownie myje, poślizg ma w sam raz, a teraz taraaam – żeby ładnie umyć całą buzię wystarczy tylko jedna pompka. I stan ten nie zmienia się w miarę użytkowania żelu – aż do końca było tak samo, co oznacza, że żel ani trochę się nie utlenia, co było bardzo uciążliwe w żelu pomarańczowymrumiankowym i tymiankowym.

VIANEK - rewitalizujacy zel do mycia twarzy

No i jeszcze do tego wszystkiego nawet używany dwa razy dziennie nie wysusza, nie podrażnia, jest po prostu cudowny!

Fakt, że cena jest nieco wyższa niż innych żeli viankowych, ale jeśli policzyć po dwie pompki na mycie przy innych, to pewnie na to samo wyjdzie.

Buteleczka jak to viankowa buteleczka – jest ładna, estetyczna i zgrabna, ma pompkę, która działa bez problemu aż do końca. Jeśli chcemy podejrzeć ile żelu nam jeszcze zostało, trzeba odkręcić pompkę. Pompka działała bez zarzutu przez cały czas użytkowania żelu. I jest tak piękna, że z przyjemnością wykorzystuję ją ponownie.

Zużyłam już dwa opakowania tego żelu i na tym się nie skończy, absolutnie nie chcę się z nim rozstawać!

Na plus: polski producent i ładna buteleczka. No i perfekcyjne działanie.

Od producenta: Delikatny żel myjący i złuszczający w jednym. Skutecznie eliminuje wszelkie zanieczyszczenia, nie podrażniając nawet wrażliwej skóry. Ekstrakt z owoców truskawek wygładza i rozjaśnia, wpływając na spłycenie zmarszczek. Kwas migdałowy usuwa wierzchnie warstwy naskórka, regulując tym samym odnowę komórkową i poprawia strukturę skóry. Po zastosowaniu żelu cera jest wyraźnie czysta, promienna i ma wyrównany koloryt.

Skład INCI: Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Mandelic Acid, Coco-glucoside, Decyl Glucoside, Fragaria Virginiana Fruit Extract, Panthenol, Hydroxyethylcellulose, Sodium Bicarbonate, Sodium Benzoate, Parfum.

Cena: 21 zł.

Pojemność: 150 ml

Czy kupię ponownie? Tak, jak na razie to mój hicior w kwestii żeli do mycia twarzy.

Moja ocena: 5.

flowerflowerflowerflowerflower

VIANEK – przeciwzmarszczkowy krem pod oczy (czerwony) ♥

VIANEK – przeciwzmarszczkowy krem pod oczy (czerwony) ♥

Och, czemu ten kremik już mi się skończył? 😉 Myślę, że chyba znalazłam swój ideał w kwestii kremów pod oczy 🙂 To już drugi po serum witaminowym Iossi. Super, na przyszłość pewnie będę ich używać na przemian.

A co takiego jest w tym kremie, że jest taki fajny? Działanie – jest naprawdę świetne. Po jego użyciu skóra wokół oczu jest pięknie nawilżona, odżywiona i dzięki temu zmarszczki widać mniej. To drugi po Iossi naturalny krem pod oczy, który tak działa. Czasem na noc dawałam podwójną warstwę, aby efekt był mocniejszy, ale na dzień spokojnie jedna warstwa działała wspaniale. Krem szybko się wchłania, więc można jak najbardziej używać go pod makijaż.

vianek czerwony przeciwzmarszczkowy krem pod oczy

Gdy używałam tego kremu pod oczy nie czułam już potrzeby wklepywania czegokolwiek innego, co zdarzało się przy łagodzącym kremie pod oczy Sylveco czy innych kremach naturalnych. Naprawdę rewelacja!

Konsystencja kremu też jest rewelacyjna – nie jest on zbyt rzadki ani zbyt gęsty, taki w sam raz (być może jest to ‚zasługa’ gliceryny).

Krem nie podrażnia i nie szczypie po aplikacji, choć nakładam go także na górną powiekę.

Skład… Pisałam już kiedyś, że kocham firmę Sylveco za to, że słucha ludzi. Wiele z nas narzekało, że większość kremów viankowych jest oparta na oleju sojowym. Tutaj – taraaam – nie ma po nim śladu. Mamy za to bardzo bogaty skład, a w nim oleje: z wiesiołka (cudownie!), z pestek truskawek i malin, kafeina, która wykazuje działanie przeciwzmarszczkowe, łagodzący pantenol i wiele składników odżywczych: skwalan, witamina C w najlepszej możliwej postaci, ekstrakt z miłorzębu (cudownie!), koenzym Q10, kochany przez nas kwas hialuronowy i jeszcze kilka innych. Jest pięknie, co tu wiele gadać. Brawo! Może tylko do ilości gliceryny mogłabym się przyczepić, jest ona dość wysoko w składzie ( żeby nie było zbyt idealnie 😉 ), ale na szczęście w ogóle jej w kremie nie czuć, więc nie jest dokuczliwa.

Gdybym miała się do czegoś jeszcze przyczepić to całkowicie nieprzezroczyste opakowanie, przez co nie da się ocenić ile jeszcze kremu zostało – gdy się skończył, było to dla mnie zaskoczeniem, tym bardziej mało fajnym, że nie miałam akurat nic w zanadrzu.

Choć opakowanie airless, jak przy całej serii Vianków jest bardzo ładne, zgrabne i estetyczne. Pompka działała dobrze do końca.

Druga rzecz to zapach – jak przy całej serii czerwonej jest dość męczący – dla mnie za słodki i zbyt intensywny. Choć przy kremie pod oczy aż tak to nie przeszkadza, bo używa się go małą ilość, bardziej uciążliwe jest to przy kremie do twarzy.

Na plus: polski producent i świetne działanie.

Od producenta: Innowacyjny krem przeznaczony do intensywnej pielęgnacji skóry wokół oczu, gdzie najwcześniej występują zmarszczki, również mimiczne. Zawiera kompleks składników (teofilina, teobromina, kofeina) silnie redukujących obrzęki, zasinienia i stymulujących mikrokrążenie. Połączenie kwasu hialuronowego glikozaminoglikanów oraz koenzymu Q10 gwarantuje głębokie nawilżenie i wygładzenie skóry. Oleje z pestek truskawek, malin oraz skwalan odżywiają i zmiękczają, a ekstrakt z miłorzębu japońskiego zapewnia skuteczną ochronę przed niekorzystnymi czynnikami zewnętrznymi.

Skład INCI: Aqua, Oenothera Biennis Seed Oil, Glycerin, Rubus Idaeus Seed Oil, Fragaria Ananassa (Strawberry) Seed Oil, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate, Coco-caprylate, Glyceryl Stearate, Stearic Acid, Squalane, Tocopheryl Acetate, Panthenol, Hydrolyzed Glycosaminoglycans, Ubiquinone, Caffein, Teophyllin, Theobromin, Sodium Hyaluronate, Sodium Alginate, Ginkgo Biloba Leaf Extract, Glycosphingolipids, Phospholipids, Cholesterol, Cetearyl Alcohol, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Parfum.

Cena: 34 zł.

Pojemność: 15 ml.

Czy kupię ponownie? Zdecydowanie tak – jak na razie to mój hicior wśród kremów pod oczy.

Moja ocena: 5.

flowerflowerflowerflowerflower

SYLVECO – regenerujący krem do stóp

SYLVECO – regenerujący krem do stóp

Kremów do stóp używam nieregularnie – czasem codziennie, czasem przyz tydzień nic. Ale latem mam w tym kierunku większą potrzebę niż zimą. Dlatego ten krem używałam prawie codziennie.

Nie był to zły krem, ale nie wiem, czy jeszcze go kupię. A to ze względu na dziwną konsystencję, przypominającą w użytkowaniu krem do rąk Sylveco. Po wmasowaniu w stopy po kilku sekundach, gdy chciałam zrobić sobie jeszcze masaż, krem kompletnie tracił poślizg, co czasem było nieco uciążliwe. Czuć było, że stopy są nawilżone, ale nie dało się ich już masować.

sylveco regenerujacy krem do stop

Ten efekt jest trochę mniejszy niż przy kremie do rąk, ale jednak jest.

Plus tego był taki, że po nocy wchłaniał się on całkowicie – czuć było, że stopy są ładnie nawilżone i nie wysuszone, a spokojnie można już było założyć klapki. Przy innych kremach jest z tym różnie.

Krem ma bardzo delikatny zapach, co bardzo mi odpowiadało. Zapach znikał bardzo szybko.

Jest zamknięty w standardowej ładnej i estetycznej tubie z zamknięciem na klik, dla mnie super.

Krem pod koniec terminu ważności zaczął się troszeczkę rozwarstwiać – nie tak mocno jak krem do rąk, ale jednak. Nie przeszkadzało mi to, bo jednak termin ważności był już tuż tuż, więc miał prawo – przechowywałam go w temperaturze pokojowej.

Na plus: polski producent.

Od producenta: Hypoalergiczny, regenerujący krem do stóp, zawierający tylko naturalne składniki, przeznaczony jest do codziennej pielęgnacji suchej i zniszczonej skóry. Intensywnie i głęboko nawilża, natłuszcza i zmiękcza zrogowaciały, popękany naskórek. W skład kremu wchodzą roślinne ekstrakty aloesu oraz brzozy, które łagodzą podrażnienia, działają przeciwbakteryjnie i przeciwgrzybiczo.

Skład INCI: Olej sojowy,  Olej z pestek winogron,  Stearynian glicerolu,  Alkohol cetylowy,  Sorbitan Stearate & Sucrose Cocoate,  Olej arganowy,  Masło karite (Shea),  Olej ze słodkich migdałów,  Olej laurowy,  Betulina,  Wosk pszczeli,  Olejek rozmarynowy,  Ekstrakt z aloesu,  Lupeol,  Kwas oleanolowy,  Kwas betulinowy.

Cena: 16 zł.

Pojemność: 75.

Czy kupię ponownie? Nie wiem, ale bardziej w kierunku tak niż nie.

Moja ocena: 4.

flowerflowerflowerflower

EFAS – delikatne mydło z olejem arganowym

EFAS – delikatne mydło z olejem arganowym

Raczej nie kupuję drogich mydeł, bo mam wrażenie, że mydło i tak jest na tyle krótko na skórze, że raczej nie będzie miało szansy jej jakoś bardzo pielęgnować. Od tego są kremy i balsamy. Mydło ma nie wysuszać i tyle. Takie mydełka zwykle przywożę sobie z podróży do południowych krajów – te naturalne najtańsze można kupić czasem już za jedno euro 🙂

efas mydło z olejem arganowym

No ale… czasem, przy okazji promocji, można zaszaleć 😉

Mydełko spełniło znakomicie swoją funkcję: ładnie myło i nie wysuszało. Zapach ma ledwie wyczuwalny, bo nie ma w nim żadnego sztucznego perfumu. No i super, o to chodzi w naturalnych mydłach. Pieniło się średnio, ale takie właśnie są naturalne mydła, niczego innego się nie spodziewałam. A pianki było nadal wystarczająco, aby ładnie myła ręce i ciało.

Same plusy jak widać, jeśli jeszcze kiedyś będzie w promocji, to chętnie je kupię.

Od producenta: Mydło pochodzenia roślinnego natłuszczonne olejem arganowym. Mydło idealne do skóry wrażliwej czyści ją delikatnie, nawilża i zmiękcza. Bardzo dobrze adaptuje się do PH skóry. Działa również ochronnie na skórę.

Skład INCI: Aqua, Sodium Olivate, Helianthus Annuus Seed Oil, Sodium Hydroxide, Glycerin, Argania Spinosa Kernel Oil, Sodium Chloride, Citral, Geraniol, Eugenol.

Cena: 14 zł (mnie udało się kupić za 8 zł)

Pojemność: 100 g.

Czy kupię ponownie? Tak – w promocji 😉

Moja ocena: 5.

flowerflowerflowerflowerflower

ZAPACH CISZY – krem w płynie z przywrotnikiem

ZAPACH CISZY – krem w płynie z przywrotnikiem

Gdy tylko zobaczyłam ten krem, od razu zapragnęłam go wypróbować. A to ze względu na wyciąg z przywrotnika, którego jak dotąd nie udało mi się jeszcze w naturze znaleźć.

Właściwie nie jest to krem, a emulsja, którą dość mocno przed użyciem trzeba wstrząsnąć. Nawet krem w płynie jest błędem nazewnictwa, bo krem to absolutnie nie jest. Nawet po wykropieniu emulsji z aplikatora widać, że emulsja ma dwie fazy – wodną i olejową, które przed aplikacją na buzię trzeba porządnie wymieszać. Jest to nieco kłopotliwe, ale… działanie tej emulsji wynagradza ten mały dyskomfort.

zapach ciszy krem z przywrotnikiem

Bo działanie emulsji jest naprawdę świetne – używałam tylko na noc, bo na dzień jest jednak dla mojej cery zbyt tłusta (a tym samym pod makijaż by się u mnie nie sprawdziła). Ale za to o poranku cera jest pięknie odżywiona i wygładzona, a po tłustości właściwie nie ma śladu – tylko troszkę na czole. Więc z działania jestem bardzo zadowolona i na pewno jeszcze kiedyś się na nią skuszę.

Emulsja zamknięta jest w ciemnej buteleczce z kropelkowym aplikatorem. Nie lubię tych aplikatorów, ale są one chyba najbardziej zdrowe – przy takiej aplikacji żadne bakterie nie powinny się do emulsji dostać. A aplikuję ją tak, że najpierw kropię emulsję na rękę, a później dopiero drugą ręką nakładam na buzię i na szyję.

I chyba przez tą szyję emulsja bardzo szybko mi się skończyła. Ani się obejrzałam, a juz jej nie było. Możliwe, że jakieś straty są przez aplikację najpierw na rękę – zawsze coś tam zostanie, co można w ręce wetrzeć, ale jednak potrzeba nieco więcej.

Spójrzcie na skład – jest świetnie. Zawsze kusiło mnie, żeby spróbować oliwy z oliwek na twarz, ale tyle mam tych ‚do wypróbowania’, że jeszcze nie zdążyłam. A tu proszę 😉

Skuszę się na ten kosmetyk na pewno znów – jak już zużyję wszystko co mam w zapasach, bo tych zapasów wciąż jeszcze u mnie sporo 😉

Na plus: polski producent.

Od producenta: Starannie dobrany skład kremu dwufazowego pozwala doskonale pielęgnować skórę, która potrzebuje nawilżenia, odżywienia i natłuszczenia. Wszechstronne działanie preparatu sprawia, że może być stosowany w przypadku cery suchej, dojrzałej, potrzebującej regeneracji i ujędrnienia, jak również cery normalnej. Pozostawia skórę cudownie miękką, jedwabistą, bez tłustego filmu. Świetnie nadaje się do stosowania pod makijaż.

Skład INCI: Rosa Damascena Flower Water, Rubus Idaeus Fruit Water, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Sweet Almond Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Herba Alchemillae, Herba Equiseti, Tocopheryl Acetate, Verbena Triphylla Oil, Citric Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate

I po polsku: Hydrolat Różany, Hydrolat Malinowy, Oliwa z Oliwek, Olej Migdałowy, Olej Makadamia, Ziele Przywrotnika, Ziele Skrzypu, Witamina E, Olejek z Werbeny, Kwas Cytrynowy, Benzoesan Sodu, Sorbinian Potasu

Cena: bijcie mnie zabijcie, ale nie pamiętam 😉

Pojemność: 30 ml.

Czy kupię ponownie? Tak.

Moja ocena: 5.

flowerflowerflowerflowerflower

VIANEK – kojący żel do higieny intymnej (fioletowy)

VIANEK – kojący żel do higieny intymnej (fioletowy)

No jakoś tak wyszło, że nie za bardzo się z tym żelem polubiłam… Nie wiem, może to kwestia tego, że mam wrażenie, że jakoś nie domywa mi miejsc intymnych, hmm, wiem, że to dziwnie brzmi, a jednak tak jest. Muszę użyć go dość sporo – z pięć pompek – aby mieć uczucie, że miejsca intymne są umyte jak należy. Może po prostu nie pieni się wystarczająco, choć przy żelach pod prysznic nie mam potrzeby piany i doskonale myję się takimi, które też piany nie robią, w ogóle mi to nie przeszkadza. Może jest to kwestia tego, że mam wrażenie, że podczas jego używania czasem powracają problemy, które gdzieś tam kiedyś były, a z czasem znikły… Nie było podrażnienia jako takiego, ale jednak coś było nie tak… Może to kwestia niby łagodnych środków myjących, z których jeden lub więcej mi akurat do higieny intymnej nie pasuje…

VIANEK - kojący żel do higieny intymnej

To wszystko sprawiło, że używałam go niechętnie, choć starałam się zawsze pod prysznic brać, po prostu po to, aby już go zużyć… A wielka szkoda, bo był to mój pierwszy naturalny żel do higieny intymnej i trochę się zawiodłam. Na razie wniosek jest taki, że żele AA, które używałam wcześniej, o gorszym składzie, sprawdzały się lepiej…

Żel ma bardzo delikatny zapach. Zamknięty jest w estetycznej butelce, choć dla mnie taka okrągła butelka nie jest pod prysznicem zbyt poręczna. Nie tylko zresztą pod rysznicem, bo choć ładnie wygląda, to nigdzie kształtem nie pasuje 😉 Jest zbyt pękata po prostu, choć na plus, że z pompką, która działała przez cały czas bardzo dobrze. Butelka jest nieprzezroczysta, więc żaby zobaczyć ile żelu nam jeszcze zostało, trzeba ją odkręcić.

Skład INCI: Aqua, Lauryl Glucoside, Glycerin, Cocamidopropyl Betaine, Lactic Acid, Coco-Glucoside, Vaccinium Vitis-Idaea Leaf Extract, Panthenol, Squalane, Allantoin, Glyceryl Oleate, Sodium Benzoate, Lavandula Angustifolia Oil, Parfum.

Cena: 20 – 22  zł.

Pojemność: 300 ml.

Czy kupię ponownie? Nie.

Moja ocena: 3.

flowerflowerflower

VIANEK – odżywczy żel myjący do twarzy (pomarańczowy)

VIANEK – odżywczy żel myjący do twarzy (pomarańczowy)

Mimo, że właściwie znalazłam już mój hicoir jeśli chodzi o żele do mycia twarzy, to jednak bardzo byłam ciekawa tego Viankowego pomarańczowego, więc go kupiłam.

I co? Ano to, że raczej nie będzie moim ulubieńcem i raczej już go nie kupię ponownie.

Żel jest zapakowany w standardową Viankową butelkę z pompką. Pompka działała do końca bez zarzutu. Butelka nie jest przezroczysta, więc żeby zobaczyć ile żelu nam jeszcze zostało, trzeba ją odkręcić, nie jest to jednak jakoś szczególnie uciążliwe.

vianek odzywczy zel myjacy do twarzy

Żel bardzo ładnie pachnie – delikatnie i przyjemnie, nie pozostawia zapachu na dłużej i bardzo dobrze jak dla mnie. Ładnie się rozprowadza, fajnie myje… i tu dochodzimy do sedna – ten żel ma taki sam problem jaki spotkałam przy żelach do mycia twarzy Sylveco – rumiankowym i tymiankowym. A mianowicie im dłużej jest otwarty, tym gorzej się rozprowadza – tak, jakby pod wpływem powietrza coś się z nim działo. Pod koniec musiałam już używać dwóch i pół pompki, aby dobrze umyć buzię, a nawet rozprowadzony na buzi po kilku sekundach tracił poślizg. Znów dokładnie ten sam objaw, którego nie obserwuję w żelu fioletowym czy czerwonym. Albo w Rosadii. Więc te trzy wymienione zostały moimi hiciorami, ten niestety nie.

Miałam też wrażenie, że ten żel używany rano i wieczorem lekko przesuszał mi cerę – po myciu była napięta i pod koniec delikatnie zaczynała się nawet łuszczyć, a więc jeśli będziecie go używać, lepiej to robić tylko raz dziennie, albo nawet raz na dwa dni – to tak informacyjnie.

Na plus: polski producent i piękna buteleczka.

Od producenta: Żel do twarzy przeznaczony do codziennego mycia każdego rodzaju cery. Zawiera łagodne detergenty, skutecznie oczyszczające twarz z makijażu i zabrudzeń. Miód, bogaty w witaminy olej z pestek moreli i lecytyna sojowa gwarantują utrzymanie właściwego nawilżenia. Ekstrakt z miodunki to bogactwo składników odżywczych, dzięki czemu żel dodatkowo wzmacnia i chroni skórę przed podrażnieniami.

Skład INCI: Aqua, Lauryl Glucoside, Glycerin, Cocoamidopropyl Betaine, Decyl Glucoside, Pulmonaria Officinalis Extract, Mel Extract, Panthenol, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Hippophae Rhamnoides Oil, Lecithin, Glyceryl Oleate, Citric Acid, Sodium Benzoate, Parfum, Benzyl Salicylate, Lilial, Hexyl Cinnamal.

Cena: 17 zł.

Pojemność: 150 ml

Czy kupię ponownie? Nie.

Moja ocena: 4.

flowerflowerflowerflower

WHITE AGAFIA – szampon rokitnikowy – objętość i puszystość

WHITE AGAFIA – szampon rokitnikowy – objętość i puszystość

W składzie szamponu jest mydlnica lekarska, ale jest jej mało. A szkoda, bo główną substancją myjącą jest tu SCS. I tu znów – kupiłam go bardzo świadomie, bo polecany był na forum do włosów przetłuszczających się.

Nie pomylcie go z szamponem rokitnikowym babuszki Agafii (pomarańczowe opakowanie), który jest o ponad połowę tańszy, ale skład ma o wiele bardziej paskudny.

WHITE-AGAFIA-SZAMPON-ROKITNIKOWY-OBJETOSC

Z tego szamponu byłam dość zadowolona. Chciałoby się rzec: ‚szampon jak szampon’, ale to wcale nie jest takie proste, bo są szampony, w których wciąż mi coś nie pasuje. Takich jest większość. I ciężko znaleźć mi ideał. Ten szampon też nim nie będzie, ale chyba od czasu do czasu będę go używać. No bo: myje jak ma myć, włosów nie plącze jakoś strasznie, włosy po myciu są miękkie i nie przetłuszczają się szybko. A to wszystko razem to już niezłe osiągniecie 😉 Cudów jeśli chodzi o przetłuszczanie nie należy się spodziewać, ale nie jest źle – a to już całkiem ok 😉

Szampon rokitnikowy pachnie dość intensywnie i choć jest to ładny zapach, to pod koniec opakowania już mi się nieco znudził. Na szczęście po myciu dość szybko się ulatnia, więc nie jest to jakiś wielki problem.

Szampon ma bardzo ładne opakowanie z zamknięciem na klik. Nic się nie zacina, nie wylewa.

Poza SCS skład ma bardzo fajny, bo jest ekstrakt z rokitnika i z arniki i z róży i ze wspomnianej mydlnicy.

Podsumowując: jest to bardzo przyzwoity szampon, choć ideału będę szukała dalej.

Produkt rosyjski.

Skład INCI: Aqua, Melilotus Albus Flower/Leaf/Stem Extract*, Sodium Coco-Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Lauryl Glucoside, Sodium Chloride, Hippophae Rhamnoides Fruit Oil*, Rubus Chamaemorus Fruit Extract*, Helianthus Annuus Seed Oil, Arnica Montana Flower Extract*, RubusIdaeus Seed Oil*, Rosa Canina Fruit Extract*, Saponaria Officinalis Root Extract*, Glycerin, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Tocopherol, Citric Acid, Benzyl Alcohol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum, Limonene.

(*) – Ingredients from Organic Farming

(WH) – Wild harvested Siberian plants organic extract

Cena: 15 zł

Pojemność: 280 ml.

Czy kupię ponownie? Tak.

Moja ocena: 4,5.

flowerflowerflowerflowerflower

VIANEK – regenerująca pomadka ochronna

VIANEK – regenerująca pomadka ochronna

Gdy Sylveco wypuściło pomadki z serii Vianek, od razu oczy mi się zaświeciły i stwierdziłam, że muszę je mieć. Mimo zapasów, które gdzieś tam sobie na swoją kolejkę czekają 😉 Z trudem powstrzymałam się, aby nie kupić wszystkich wersji od razu 🙂

sylveco regenerujaca pomadka ochronna

I dobrze, bo ta pomadka, mimo, że jest przyzwoita, to czegoś jej jednak brakuje. Nie do końca daje sobie radę z właściwym nawilżeniem moich ust, nawet jeśli są one w dobrym, niewymagającym szczególnej pielęgnacji, stanie. Brzozowa Sylveco działa o niebo lepiej. Być może dla innych osób ta pomadka będzie super, ja mam spore wymagania w tym względzie. Żeby nie było – jest to całkiem przezwoita pomadka pielęgnacyjna.

W składzie pomadek viankowych brak jest betuliny, która jest obecna w pomadkach Sylveco.

Opakowanie pomadki jest bardzo ładne i estetyczne, te kwiatuszki wciąż mnie zachwycają 🙂 I działa bez poblemu. Choć tradycyjnie jest trochę grubsze niż w pomadkach innych producentów.

Jak dla mnie pod względem działania ta pomadka mieści się gdzieś pomiędzy betulinową, która jest świetna, a rokitnikową, która w ogóle nie daje rady.

Od producenta: Pomadka ochronna o właściwościach silnie regenerujących zawiera tłoczone na zimno oleje z wiesiołka, jojoba, malinowy i sojowy, a także masła kakaowe i shea. Systematyczne stosowanie zapobiega przesuszeniu i pękaniu delikatnego naskórka ust. Owocowy zapach i smak pomadki pozwala cieszyć się gładkimi ustami przez cały rok, niezależnie od warunków pogodowych.

Skład INCI: Glycine Soja Oil, Oenothera Biennis Seed Oil, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Rubus Idaeus Seed Oil, Cera Alba, Butyrospermum Parkii Butter, Theobroma Cacao Seed Butter, Lanolin, Carnauba Wax, Parfum.

Cena: 10

Pojemność: 4,6 g.

Czy kupię ponownie? Nie.

Moja ocena: 4.

flowerflowerflowerflower

NACOMI – krem do rąk odżywczy z olejkiem avocado inca inchi

NACOMI – krem do rąk odżywczy z olejkiem avocado inca inchi

Krem udało mi się kupić w dużej promocji, więc postanowiłam spróbować.

Niestety nie powąchałam go przed włożeniem do koszyka – mój błąd, bo na pewno bym go nie kupiła… Zapach to dla mnie taki kosmetyczny koszmarek – przeraźliwie słodki i długo utrzymujący się na rękach. Wiem, że są osoby, które go za to pokochają, ja niestety nie mogę się przemóc, więc używałam go po prostu, żeby zużyć.

nacomi krem do rąk avocado inca inchi

Co do działania jest już lepiej 🙂 Krem ładnie nawilża i odżywia i generalnie jest super, ale gdy dłonie potrzebują mocnego działania, to ten krem nie do końca sobie radzi. Więc ideału szukam dalej.

Wchłanialność jest dość kiepska. Pozostawia na dłoniach leciutko tłustą warstewkę – fajny efekt na noc. Choć mnie zdarzało się go używać za dnia, bo tubka jest na tyle zgrabna (pomimo pojemności aż 75ml, choć taka pojemność też jest zaletą), że świetnie nadaje się do noszenia w torebce czy plecaku. A gorszą wchłanialność da się jakoś przeżyć – wystarczy rozsmarować, odczekać pół minuty i wsmarować ponownie. Nie ma tragedii.

Opakowanie super – standardowa, zamykana tubka. Etykieta jest równie słodka jak zapach, ale tu akurat wygląda to uroczo 😉

Skład jest prosty, bez zbędnych kombinacji, trochę może w kremie za dużo gliceryny – dzięki temu ma fajny poślizg, ale dla osób, które gliceryny unikają jest to minus. Jak dla mnie kompletnie niepotrzebny jest też zapach – na pewno jest go za dużo, przynajmniej dla mnie.

Podsumowując: jest to całkiem przyzwoity krem do rąk, jeśli komuś nie przeszkadza słodki zapach i nieco gorsza niż standardowa wchłanialność.

Na plus: polski producent.

Skład INCI: Skład: Aqua, Caprylic/ Capric Triglyceride, Glycerin, Persea Gratussima Oil,Cetyl Alcohol, Panthenol, Glyceryl Stearate, Plukenetia Volubilis Seed Oil, Tocopheryl Acetate,Cetearyl Alcohol, Stearic Acid, Parfum, Benzyl Alcohol, Sodium Lauroyl Glutamate, Dehydroacetic Acid.

Cena: 6 (promo) – 13 zł.

Pojemność: 75 ml.

Czy kupię ponownie? Nie, ze względu na zapach.

Moja ocena: 4.

flowerflowerflowerflower